Zwykły wpis   |     Sierpień 26, 2016

Siri – znana jako pies na grzyby, uśmiechający się pies, pies najgrzeczniejszy, nie uciekający na spacerach – została psem pasterskim. Tak tak, jakieś utajone geny border coli dały o sobie znać.

Dni spędzamy na rozmaitych zajęciach. Ja głównie w pracowni ze znudzonymi zwierzętami, M gdzieś jeździ, ja w ogródku, pralni i tak dalej. Penny idzie do psiarni na drzemkę, ale Siri czuwa cały czas, cały czas ma na wszystko cierpliwe oko. Do czasu.

Zapadający zmrok to czas, kiedy stado musi trzymać się razem. Nie ma, że w pracowni sobie posiedzisz, albo w sypialni książkę poczytasz, o nie. W chwili kiedy M siada na kanapie i włącza tv Siri znajduje mnie gdziekolwiek jestem i energicznie zagania do salonu. Używa przy tym całej gamy argumentów zaczynając od uśmiechów, na uporczywym drapaniu i błagalnych dźwiękach kończąc. Z radością wita mnie w salonie i gramoli pod kocyk; razem, jesteśmy wszyscy razem, spokój i bezpieczeństwo.

Bez problemu mogłabym ją oduczyć tego zachowania, wystarczy, że raz kategorycznie bym odmówiła, ale wydaje mi się to miłe, naturalne i urocze. Więc chociaż się nudzę, w tv nie ma nic (M ogląda Wołoszańskiego), to jakoś trwam w tym salonie, ale coraz wcześniej chodzę spać, żeby spokojnie poczytać 😉

Tak to mniej więcej wygląda:

IMG_0596



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *