Zwykły wpis   |     Lipiec 24, 2015

Czas nie ma litości, już niemal połowa lata. Za nami pierwsze upały i burze, róże i hortensje kwitną na potęgę, wiewiórka wyjada smakołyki, a sójki bezczelnie kąpią się w wodzie do picia 😉 Za nami też urlop trochę wymuszony koniecznym remontem, który uniemożliwiał korzystanie z sypialni, ale wyjazd był udany. Litwa jak zwykle nie zawiodła, chociaż chyba nie przepada za nami…Rok temu były diabelskie upały, a tym razem od morza wiało arktycznym chłodem. Na szczęście dwa ciepłe dni uzasadniły przedwyjazdowy zakup leżaków i parasola. Domek na wydmie w odludnym miejscu, 30 metrów od pustej plaży – czego można chcieć więcej?

Termin wyznaczyliśmy nieprzypadkowo. Bardzo chciałam zobaczyć Noc Kupały tam, gdzie słowiańskie korzenie widać wyraźnie, a Jonines Rasos to dzień wolny od pracy, taki mają klimat! I faktycznie, to wielka impreza z prawdziwymi wiankami puszczanymi przed północą na wodę. Pochodnie, wianki z gałązek dębowych, łodzie Wikingów, jakieś inscenizacje walki….nie bardzo zrozumiałam historię Jona i Joniny. Obiecałam sobie uzupełnić wiadomości, ale lato! Pełno roboty: w piątki koszenie, we wtorki pielenie, a poza tym kino, jazz na Starówce, czytanie i kolacje na tarasie…no nie wiem w co ręce włożyć 😉 Nie ma co się dziwić – to pierwsze nie samotne lato od lat. M uszkodził szybowiec i teraz odkrywa uroki lata bez rywalizacji sportowej. Ale głód wyzwań go nie opuszcza…odrabiamy zaległości z miłości do nieruchomości 😉

A właśnie, kino! Seanse w Kinotece przed południem to strzał w dziesiątkę! Pusto, cicho i nie trzeba rezygnować z letniego wieczoru w ogrodzie. Zobaczyliśmy trzy świetne filmy: Mangelhorn, Idol i Lato w Prowansji. Dwie poruszające historie i jedna świetna kreacja, bo Al Pacino w roli rockowego lowelasa jest po prostu fantastyczny! Nie wiem za co bardziej lubię tego aktora: za jego kreacje czy za spojrzenie?

Powiem wam, że kiepsko jest płakać w kinie. Wychodzi się z rozmazanym tuszem i zaczerwienionymi oczami smarkając w chusteczkę. Ludzie zerkają zaciekawieni, mąż nie wie co powiedzieć…ale jeśli na końcu wzruszającej (choć banalnej) historii o trudnej miłości rodzicielskiej, usłyszy się jeszcze swoją ulubioną i wzruszającą piosenkę to warto, warto wzruszyć się w kinie i mieć wspomnienia i marzenia.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *