Imieninowy wypad do ogromnego centrum handlowego w wielkim mieście był krótki, ale owocny. W Empiku szukałam magazynu wnętrzarskiego „casa vogue” – nie znalazłam, ich strata. Nie uniknęłam kontaktu wzrokowego z niemoralnie słodkimi materiałami do prac ręcznych, czyli różnorakiego rękodzieła. Pomysły przemykały mi przez głowę jak torpedy, chciałam mieć WSZYSTKO! Każde nożyczki, każda tasiemka, dziurkacz, koralik zapinka czy kolorowy papierek – wszystko by mi się przydało 😉

Wybrałam co nieco i pobiegłam szybko do kasy. Szybko, żeby nie wybrać więcej tych „niezbędnych” przedmiotów i szybko, żeby nie odłożyć tego na co już się zdecydowałam. Męska decyzja i już.

Do kasy kolejka…czas na refleksję i zmianę decyzji. Często nieoceniony moment na otrzeźwienie, na głęboki rachunek sumienia, ale nie tym razem. Tym razem moja uwaga przeleciała się po okolicy.

W Empiku były prawie same kobiety (nie licząc M i jakiegoś pana przy magazynach o militariach). Wszystkie (!) kobiety miały w uszach białe słuchawki, a w dłoniach telefony, najczęściej iphony. Wszystkie (!) rozmawiały. Bez słuchawek w uszach nagle poczułam się naga, taka jakaś archiwalna i nieadekwatna do otoczenia…

Jedna z kobiet zmuszona była skończyć rozmowę, bo właśnie podeszła do kasy. Dwie rozmawiały przez telefony i ze sobą równocześnie, konsultując to co usłyszały w słuchawkach z tym co mówi koleżanka tuż obok…poczułam się tak zmęczona samym patrzeniem na tę ilość słów niepotrzebnych, na to zaśmiecanie eteru i paplanie, że nie byłam w stanie odwiedzić żadnego sklepu ze szmatami. Tam na pewno jest jeszcze głośniej i jeszcze więcej kobiet…i telefonów.

Dawno temu obserwowałam te obyczaje w Stanach. Wtedy byłam młoda i bardzo żądna świata, a już mnie irytowało gadanie przez telefon i wtajemniczanie sąsiadów z kolejki, że „to szok, że ona tak się zachowała”. Wrrr

Ale z zakupów jestem zadowolona i na pewno coś z tego wyniknie 🙂



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *